nocna zmiana (listopad 2006)
Kazik obudził się w środku nocy z niejasnym przeczuciem, że oto nadchodzą zmiany. Długo leżał bez ruchu z rękami wzdłuż ciała, żeby nie poruszyć się i nie zbudzić żony - zasnęła dobrze po drugiej, snem nerwowym jak u nocnego stróża. W końcu zsunął się z łóżka na podłogę, wstał, poprawił pasiaste majtki i ruszył w stronę kuchni. Tam usiadł przy stole i spoglądając przez okno na atramentowe niebo, wypił duszkiem szklankę mleka z nadzieją, że pomoże przepchnąć kulę, którą miał w gardle. Rzucił okiem na leżącą przed nim gazetę i poświecił komórką na ostanią stronę. Jego wzrok padł na prognozę pogody dla mazowieckiego. Zapowiadano deszcz.
***
Na halę wpadł już za piętnaście ósma. Jego nerwowość z miejsca udzieliła się wszystkim - kręcił się jak g*wno w przerębli, budząc grozę zapadniętymi policzkami i odcieniem skóry przywodzącym na myśl topielca. Kanapka z mortadelą, którą wmusił w siebie tuż przed wyjściem z domu, utknęła pomiędzy przełykiem a żołądkiem, nie mogąc się zdecydować, którędy dalej. Kazik przełknął ślinę, machnął plakietką przed oczami znudzonego ochroniarza i szybkim krokiem ruszył w stronę biura. Zanotował brak Romka na rybnym, przy nabiale pochwycił w biegu jogurt, serwowany przez jakąś nieletnią sierotę, przebił się przez plastikową kurtynę na wejściu do magazynu i wpadł na schody prowadzące do biura.
***
- Na razie jest dobrze - powiedziała Danusia, 35-letnia asystentka działu, o której marzyli wszyscy faceci w promieniu kilometra, z wyjątkiem tych oczywiście, którzy byli już zajęci (a nie było ich wielu: raptem Romek z rybnego, Andrzej z warzyw i owoców i jeszcze kilku mniej znaczących pracowników, kręcących się tu i tam).
- Liczby?
- Wyprzedza ją Pan o jakieś 3%.
- W granicach błędu statystycznego…
- Tak, ale od tygodni bez zmian.
Kazik westchnął. Był potwornie zmęczony, od kilku dni robił wszystko, żeby poprawić swoje notowania: ściskał ręce sprzątaczkom i kasjerkom, obiecywał premie, których nie mógł dać, opowiadał o porażkach swoich poprzedników, a w piątek przeciął nawet symboliczną wstążkę na alkoholowym, choć nikt do końca nie wiedział, co to miało znaczyć. Niestety, w ostatniej chwili Marek i Olek - szefowie działów jeszcze z poprzedniego rozdania - wbili mu nóż w plecy, wypowiadając się na temat swoich preferencji na forum publicznym.
- Ile do ogłoszenia wyników, Danusiu?
- Godzina, panie kierowniku.
***
Na kwadrans przez “godziną zero” w biurze zgromadziły się co bardziej znaczące persony, wśród nich Jarek (Kazik pomimo najszczerszych chęci nie nazwałby go przyjacielem), który od momentu swego przybycia przechadzał się nerwowo pomiędzy zebranymi, zaciskając pięści i mrucząc coś o starym układzie. Kazik wykazywał względem niego pewną wyrozumiałość, przytakując gorliwie ilekroć Jarek znalazł się w pobliżu, nie rozumiał jednak zaciętości tego człowieka. Od kiedy brat Jarka awansował na kierownika całej sieci, Kazik nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jego wieloletni kolega stał się jeszcze bardziej ponury i nienawistny niż dotychczas…
- Uwaga! Za chwilę zaczynamy - zabrzmiał donośny głos, wyrywając Kazika z zamyślenia i powodując, że momentalnie spocił się pod pachami. Szum ucichł, ludzie odwrócili głowy w stronę podwieszonego pod sufitem archaicznego monitora, na którym ukazały się podobizny kandydatów. Rozległy się nic nie znaczące brawa, ktoś kaszlnął, po czym monitor zgasł. Po sali rozszedł się smród palonego plastiku, a Kazik w przypływie histerycznego rozbawienia uznał to za dobry znak. Chwilę później jednak monitor sam się włączył. Kiedy liczby, które się na nim wyświetliły, stały się na tyle wyraźne, by można było je przeczytać, Kazik poczuł, że ziemia ucieka mu spod stóp, a on sam osuwa się powoli na podłogę. Zdążył jeszcze zwrócić nieszczęsną kanapkę z mortadelą, i kiedy usłyszał oficjalny wynik - oficjalnie zemdlał.
***
Ocknął się w nowej rzeczywistości, mimo że wszystko wyglądało tak samo jak zawsze. Leżał w łóżku w swojej pasiastej piżamie, a obrazy sprzed feralnego upadku przesuwały mu się przed oczami niczym w kalejdoskopie: uniesione w geście triumfu ręce Hanki - nowej kierowniczki supermarketu na Saskiej Kępie (7% przewagi); czerwona z wściekłości twarz Jarka, toczącego pianę i wymyślającego wszystkim od zdrajców; wreszcie pochylająca się nad nim Danusia. Danusia, która w całym tym zamieszaniu znaczyła tyle co nic, a jednocześnie sprawiała wrażenie, jakby najlepiej rozumiała sprawy tego świata.
Nawet nie zauważył, kiedy do pokoju wślizgnęła się jego żona. Przysiadła na brzegu łóżka, popatrzyła mu w oczy i pogłaskała go po twarzy bez słowa. Poczuł się bezpiecznie. Kiedy wyszła, uśmiechnął się blado do własnych myśli - w końcu miał dopiero 48 lat, wszystko jeszcze przed nim. Przeżegnał się, wsunął pod poduszkę “Atlas fizyki” Breuera i zasnął snem sprawiedliwego.
***
Około północy zadzwonił jeszcze Jarek, ale Kazik nie odebrał telefonu.
Walk